top of page

Dzielenie się emocjami: siła relacji

  • Zdjęcie autora: Wero Zel
    Wero Zel
  • 14 lut 2025
  • 2 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 15 lut 2025

Zwierzanie się, mówienie o sobie i o swoich problemach brzmi egocentrycznie, wydaje się wykorzystywaniem czyjegoś czasu i atencji dla własnego dobra. Jest w tym wiele prawdy, jednak to tylko część rzeczywistości. O tej drugiej, pozytywnej dla obu stron, tak często nie pamiętamy albo wręcz ją ignorujemy.


werozel valentine's day self love self care

Swoje problemy i rozterki zawsze rozwiązywałam sama. Zamykałam je wszystkie w swojej głowie, analizowałam, dusiłam, mieliłam. Radziłam sobie z nimi lepiej lub gorzej, lub wcale, lecz zawsze i niezmiennie jednoosobowo. Samotnie. Sama. Trochę z dumy, trochę ze wstydu, bardzo z nieufności, a jeszcze bardziej z głębokiego przekonania o nieważności i niewłaściwości moich uczuć i odczuć. Przekonania, że nie są one warte czyjejś uwagi. Ja nie jestem warta uwagi.


Do przyjaciół zwracałam się, gdy było już po wszystkim, gdy kryzys już został zażegnany a rozwiązania znalezione i wprowadzone w życie. Dzięki temu nie ryzykowałam oceny czy odrzucenia, nie dawałam pola do komentowania mojego zachowania czy emocji. Myślałam, że w ten sposób daję poczucie bycia potrzebnym/ą, ułudę tworzenia równoważnej relacji, a sobie pewność samokontroli i wielką dozę samozadowolenia z tego, jak świetnie sobie radzę, jak bardzo samodzielna jestem. Czy oby jednak na pewno?


Pewne jest, że taktyka ta chroniła mnie przed okazywaniem swoich emocji, wyrażaniem swojej opinii, czy przed zagłębianiem się w relacje, które przecież nigdy nie wiemy jak się potoczą. Nikt nie wiedział, co przeżywam, a więc nikt nie mógł tego wykorzystać przeciwko mnie. Jak bardzo defensywna jest to postawa, widzę dopiero teraz. Jednocześnie nadal nie jestem do końca przekonana, że jest to postawa złą. Koniec końców każdy chce się czuć bezpiecznie, kto przyzna, że obrona jest czymś złym.


Coś się jednak zmienia. Skromnie, nieśmiało i bardzo małymi krokami zaczynam odkrywać blaski (i cienie, nie ma co słodzić) dzielenia się przeżyciami czy troskami z kimś bliskim. Moje dzielenie się dzisiaj jest zgoła inne. To dzielenie się nie wtedy, gdy już musztarda po obiedzie została dawno zjedzona, jednak dokładnie wtedy, gdy mam problem, rozterkę, gdy mi smutno czy źle. Dzielenie się nie tylko tym, co dobre, ale także tym, co złe. Dzielenie się swoimi słabościami, do których często sama przed sobą mam trudność się przyznać. Strachem, wątpliwościami, płaczem. Wystawiam się na ocenę. Wystawiam się cała. Czekam na cios.


Jest niekomfortowo. Jest mi wstyd. Jest mi lżej. Jest normalnie.


Nadal boję się, że okazywane zaufanie zostanie nadużyte. Nie ufam swoim osądom na tyle, by móc się całkowicie otworzyć i po prostu popłynąć w błogą świadomość, że ktoś tam dla mnie jest, że ktoś mnie złapie, potrzyma za rękę, nie osądzi, po prostu będzie. Jednak trzymam kierunek. Swoim tempem, ale w dobrym kierunku. Dla siebie, ale nie tylko.


Dociera powoli do mnie, jak bardzo druga osoba ma potrzebę bycia prawdziwie potrzebną, bycia realnym wsparciem, bycia częścią mojego życia, jakiekolwiek w danej chwili ono jest. Jakakolwiek ja jestem. Dzięki takiej wymianie możemy budować silne relacje oparte na zaufaniu i miłości, we wszystkich jej formach. Relacje, które trwają i przetrwają.


Strach drzemie, gdzieś głębiej niż zazwyczaj. Strach przed popełnieniem wielkiego błędu zaufania i odsłonięcia gardy. Na tę chwilę jednak wybieram cieszenie się nowo poznaną lekkością, nowym poziomem relacji. Relacji prawdziwie równej, zbalansowanej, prawidłowej, zdrowej. Zwyczajnej.


Dzielę się z Wami tym w Walentyki, dzień miłości, byście wykazali się miłością do samych siebie i zadbali o swoje emocje, o swoje relacje i po prostu kochali samych siebie nieco bardziej.


xoxo

wero

Komentarze


werozel.jpeg

Dzięki, że tu jesteś!

  • Instagram
  • Twitter
  • Pinterest
bottom of page