Miłość na promenadzie
- Wero Zel

- 20 paź 2022
- 2 minut(y) czytania
Spacer brzegiem morza. Promenada pełna ludzi. Wszyscy razem, każdy z osobna sam ze sobą. Standardowy zwyczajny dzień w małym nadmorskim miasteczku. Ludzie zmierzający ku sobie, wymijający się w zobojętnieniu , czasem z zaciekawieniem. Czego oczekują? O czym myślą? Jakie mają społeczne potrzeby?

Tak wielu ludzi przewija się przez naszą codzienność. Niezliczone rzecze, potoki i strumienie, ogromy myśli, pragnień, planów, złudzeń, zniszczonych marzeń. To wszystko każdego jednego dnia mija nas na każdej ulicy, ścieżce, w komentarzach pod artykułami na ulubionej stronie. Te wszystkie słowa, zdania, nogi, ręce, twarze, to zbiory osobnych żyć, składających się z kolejnych drobnych, niezliczonych części. I podobno tym, co sprawia, że każdego ranka mamy siłę wyjść włączyć się w ten potok, jest nieustanne poszukiwanie. To właśnie nienasycone pragnienie, niespełniona potrzeba jest naszym motorem, naszym napędem, naszym paliwem.
Czego szukamy? Za czym tak chorobliwie podążamy ledwo chwytając delikatny odór pożądanego, acz nieznanego? W imię czego jesteśmy w stanie zdobywać co trudne, niszczyć co łatwe. Czy chodzi nam o tę mityczną, nieco już zblazowaną i dla niektórych tandetną, miłość? Może chodzi o coś więcej, o coś innego? O bycie w centrum. Bycie ważnym, bycie wyjątkowym, bycie połechtanym.
Czego my właściwie oczekujemy? Naprawdę chcemy, by każdy człowiek uważnie spoglądał w stronę innych? Czy zawsze chcemy być zauważeni? Czy może po prostu w tym całym narzekaniu na to, co wydaje się antypatycznym zachowaniem, wyrażamy swoją potrzebę bycia dostrzeżonym, zaopiekowanym, bycia kimś specjalnym, choć na chwilę, choć dla jednej osoby. I nie dla tej, która nas zna, która wie tak wiele o nas, która jednak nas docenia, choć nie zawsze to zauważamy. Nie. To za mało. To zbyt oczywiste. To już posiadamy.
Potrzebujemy potwierdzenia od przypadkowego przechodnia. Potrzebujemy swego rodzaju przyjacielskiego zakochania od pierwszego wejrzenia. Gdy ktoś tylko w przelocie, tylko po drodze, nienachlanie i nieplanowanie, przejdzie obok nas, zerknie, i od razu wie - to my, właśnie my jesteśmy kimś specjalnym. Kimś pięknym na zewnątrz i wewnątrz. Kimś noszącym uśmiech do świata i skryty smutek w oczach dla wybranych. Kimś wartym chwili zwyczajnego uniesienia i wiecznego wspomnienia.
Bo czy to nie jest forma miłości, owo krótkie uwielbienie? Spaczonej, acz jednak miłości. Miłości zwykłej, codziennej, do innego człowieka. Za jego ludzkie piękno i ludzkie niedoskonałości. Za spotkanie, którego wspaniałością jest owa chwilowość. Może poszukujemy jej nie dlatego, że nie znamy miłości intymnej, miłości rodzinnej, miłości przyjacielskiej. Może poszukujemy jej, bo nie znamy, znamy za mało, niedostatecznie, miłość własną. Tak bardzo oceniamy się oczami obcych ludzi, że nawet swoje ego pokochamy, dopiero gdy cały świat, niezaprzeczalnie i z całą siła potwierdzi naszą wartość.
Chyba czas pokochać nieco samych siebie, by móc nieco tej zdrowej fajnej zwyczajnej miłości przekazać na następnym spacerze promenadą? Nigdy nie wiesz, jak bardzo ten piękny człowiek naprzeciw siebie jej potrzebuje.
Ze zwyczajną miłością,
Wero ❤️








Komentarze