Równość jeszcze nie istnieje.
- Wero Zel

- 8 mar 2023
- 4 minut(y) czytania
W Dniu Kobiet AD 2023 chciałam się dość wyjątkowo tym para świętem cieszyć, celebrować kobiecość per se, zwrócić uwagę na to, jak wiele się już zmieniło, jak jest dobrze pod wieloma względami, jak cudownie mężczyźni idą z nami ramię w ramię, drogą ku prawdziwej równości. Bardzo chciałam. Jednak po prostu nie mogę, pomimo chęci i pozytywnego, o dziwo, nastawienia.

Kwestie takie jak zrównanie płac, dostęp do antykoncepcji i aborcji, równy podział obowiązków rodzicielskich, parytet, opresja oraz wiele innych to fundamenty ruchów feministycznych, z którymi w sposób naturalny to zagadnienie kojarzymy. Co zatem z kwestiami niejako pobocznymi, często pomijanymi, nawet wzgardzonymi i to przez nas same. Kwestiami, które moim zdaniem leżą u podstaw równości, którą wolę określać rzeczywistość wyśnioną snem feministycznym.
Nierówności doświadczamy cały czas, choć nie zawsze ją odczuwamy. Dlaczego? Bo tak zostałyśmy wytresowane. By cenić to, co mamy, choć to za mało, bo przecież to tak nieładnie chcieć dla siebie więcej, gdy inni mają tak mało. By się nie odzywać za często i za głośno, bo przecież nie chcemy nikomu przeszkadzać. By w ogóle nie zwracać uwagi na te wszystkie małe, codzienne formy seksizmu, bo przecież chyba miło usłyszeć „komplement”, bo przecież i tak pewnie nie chciałybyśmy swoimi rękoma węgla wydobywać, bo jednak przechodzimy przez te drzwi, co to nam otwierają!
Jak wiele z nas słyszało, że ma się nie unosić i nie wyskakiwać z feminizmem? Jak często podczas dyskursu o równości słyszymy, że przecież nie mamy tak źle, że jest o tak wiele lepiej, że po co w ogóle ciągle o tym gadamy, nawet spokojnie z nami na luzie nie da się poprzebywać? Ile razy mężczyzna odchodził zdegustowany po tym, jak nie chciałyśmy jego „komplementu” uznać za takowy? Jak często powstrzymujemy się od reagowania, bo nie wypada? Jak złe jesteśmy wtedy na siebie, że nadal kierujemy się tak archaicznymi wskazaniami, jak właśnie bycie łagodną, ugrzecznioną, wyrozumiałą niezależnie od sytuacji i siły naszych powodów? W ilu przypadkach to nam było źle i głupio, i zastanawiałyśmy się, czy może rzeczywiście nie przesadzamy, nie jesteśmy po prostu męczące, nudne, nie do wytrzymania?
Nawet jeśli tylko raz, nawet jeśli tylko w jednym, o tyle właśnie za dużo.
Nie będzie dla mnie nigdy realnej równości, jeśli nie tylko nie będziemy o niej mówić pomimo bycia uciszanymi, lecz jeśli także nikt nas nie będzie chciał słuchać. Nie będzie nigdy równości, jeśli nasi odbiorcy nie zrozumieją, że chcemy tylko i aż wyboru. Nasza sprawa, czy ten węgiel będziemy zębami ziemi wydzierać, czy jednak zostawimy to komuś innemu. Chcemy mieć prawo powiedzieć „tak, poproszę!” oraz „nie, dziękuję” bez bycia osądzaną, komentowaną, wyśmiewaną.
Nie będzie nigdy dla nas równości, jeśli nawet ci wszyscy wspaniali mężczyźni wspierający nas w naszej drodze ku niej nie zrozumieją, że to nie jest tylko okazjonalny przemarsz z transparentem w dłoni i błyskawicą na ustach. Dla nas to mierzenie się z codziennością, w której wiele z nas na samą myśl o wizycie u mechanika samochodowego ma dość, bo nie raz byłyśmy tam potraktowane jak idiotki, tylko z powodu naszej płci. Codzienności, w której emocjonalność czy wybuchowość określa się mianem histerii, nadając im cechy absolutnie negatywne, bez pytania nas, czy może jednak lubimy swoje emocje, a nawet wybuchy. To także codzienność, w której nawet ci wspaniali mężczyźni chcą rozwiązywać nasze problemy, gdy ich o to nie prosimy. Serio Panowie, czasami chcemy sobie tylko pogadać. Będziemy chciały Waszej rady, zapytamy, Nie zakładajcie z góry, że wiecie, co dla nas jest dobre.
Istnieje nadal tak wiele obszarów, w które musimy włożyć ogrom pracy, by do wymarzonej równości, choć się zbliżyć. Jednak nigdy nigdzie nie zajdziemy, jeśli nie będziemy się po prostu komunikować.
Drogie Panie, mówcie. Czego Wam trzeba, co Wam przeszkadza, dlaczego. Mówcie także o tym, co doceniacie, co jest dobre, co Wam daje radość w życiu. Nikt nie ma obowiązku się domyślać, czego dla siebie chcemy. My jednak mamy obowiązek to komunikować, jeśli chcemy mieć prawo wymagać. Nigdy też nie zapominajmy o dobroci, bo same wymagania i narzekanie, nawet najbardziej uzasadnione, jeszcze nikogo nie zachęciły do dobrowolnej, równościowej zmiany. Same też tego nie lubimy, prawda?
Drodzy Panowie, słuchajcie. My nie histeryzujemy, my nie przesadzamy, my nie jesteśmy przewrażliwione. My tylko jesteśmy inne, z innymi potrzebami, innym odczuwaniem, inną skalą akceptacji dla zachowań czy systemów. Inne od Was, ale także różne między sobą. Tak jak i Wy. Nie ma jednej recepty na człowieka, a więc nie ma jednej recepty na mężczyznę, i nie ma jednej recepty na kobietę. To jest piękne. Męczące, wymagające, owszem, lecz piękne. Słuchajcie, nie oceniajcie. Nie gódźcie się na wszystko w ciemno, przeciwko sobie, lecz nie odbierajcie nam prawa do naszego zdania i naszych wyborów.
Tak, Panowie, jesteście ważni, razem z Waszymi potrzebami i troskami, i lękami, i radościami. Lecz dziś jest nasz dzień, dziś mówimy o nas, i będziemy tak długo, aż nas po prostu nie zaczniecie traktować na równi ze sobą.
Panie. Nie martwmy się, lecz działajmy. Nie wszystko to, co powinno, jest jeszcze pod naszą kontrolą. W końcu nie po to ktoś wymyślił czas, by z niego nie skorzystać, prawda?
Byle do przyszłości! Która będzie kobietą.
Wero ❤️




















Byliśmy ostatnio, nie po raz pierwszy (bo drugi) we Wrocławiu. Przechodząc bulwarem widzimy enigmatyczne grawery w murze - daty i Państwa. Niektóre z początku ub. stulecia, inne sprzed kilku lat. Patrzymy się po sobie. "Yyy? Ok. Dobra. Znajdziemy tu Polskę, to skojarzymy" (w końcu człowiek jest po niejednych studiach, ergo zna historię swojego kraju i rzuca datami ot tak, nie?). "O, jest - Polska 1918."
Zero, nie wiemy obydwoje.
Goto/google. Data wprowadzenia równouprawnienia w danym kraju, naturalnie (inaczej i cała anegdota miałaby się do tematu jak wiertarka do porannej rosy). Wrocław celebruje w ten sposób podpisanie EuroKarty Równości Kobiet i Mężczyzn w życiu Lokalnym. Piękne. Wzniosłe. Pic na wodę? Kurde, nie wiem. Czy klepiąc się po ramieniu za to,…