top of page

Ja nie sprzątam!

  • Zdjęcie autora: Wero Zel
    Wero Zel
  • 22 wrz 2022
  • 3 minut(y) czytania

Czysty dom. Lśniący samochód. Pachnąca łazienka. Kto z nas nie lubi ładu i higieny otoczenia? Nawet najbardziej zagorzali adwokaci chaosu nie przekonają mnie, że kręcą ich paprochy, zacieki i smrodek. Kto jednak lubi o to wszystko dbać? Doprowadzać dom to porządku po apokalipsie codziennego życia? Kto lubi myć, wycierać, prać, rozwieszać, zamiatać, opróżniać kosze i odkurzacze, wymieniać worki, ścierki, kostki toaletowe? Ponoć są tacy. Ponoć te czynności przynoszą im swoiste katharsis. Ponoć pozwala im to wyrzucić z siebie zalegającą złość na niesprawiedliwości i trudy świata. Ja się do nich zdecydowanie nie zaliczam.

Wero✌️


Nie ma takiej czynności, której nienawidziłabym bardziej, aniżeli sprzątania. Oczywiście zakresem wyboru są raczej oczywiste, nikomu nie obce, zajęcia z zakresu przeprowadzka, szkoła czy praca. Domowe porządki to dla mnie tortura fizyczna i psychiczna, której ubocznym efektem wcale nie jest piękno i czystość. Oj, żeby! Gdy ja posprzątam, to jestem następnie ze zdziwieniem pytana, czy nie miałam czasem tego właśnie dziś robić. Jedyne, co mi się udaje osiągnąć osobistą walką z niechęcią, złością i zmęczeniem, są przepocone ubrania, swędząca uczulona na roztocza skóra, oraz włosy, które cholera jasna znowu trzeba myć.

Moim własnym, bardzo osobistym i jeszcze bardziej prawdziwym apogeum nienawiści jest odkurzanie. Sam dotyk zrysowanego i brudnego plastiku odkurzacza wzbudza we mnie odruch wymiotny. Opisywanie zaglądania do najciemniejszych zakamarków mieszkania, czy też czyszczenia samego narzędzia zła, już sobie daruję. Nie wydobywa się ze mnie wtedy tłumiona złość na wszystko, co mi się przytrafiło od ostatniego odkurzania, które w moim mniemaniu zawsze następuje zbyt szybko, choćby przedział czasowy obejmował miesiące. Wypływa ze mnie autentyczna, niepohamowana, rozpychającą się od środka i nieznajdująca ujścia wściekłość na sam fakt, że bez odkurzania żyć się nie da. Okej, da się, lecz jak? Jeszcze gorzej niż z nim.

Zaznaczam od razu, że nie uważam sprzątania za czynność upokarzającą, zarezerwowaną dla kobiet i osób bez innego wyboru. Jestem pełna prawdziwego podziwu i szacunku dla wszystkich, którzy sprzątać potrafią i nie mają takiego problemu z wykonywaniem tej czynności, co ja. Tak, sprzątać można nie umieć. Jest to umiejętność jak każda inna. Można umieć pływać, recytować wiersze, malować romantyczne pejzaże lub pisać płomienne przemowy. Można, jak najbardziej, też umieć (lub nie) sprzątać. Ja nie umiem i co więcej, nie zamierzam się nauczyć. Taka pozycja nie znajduje się na mojej liście zadań do odhaczenia przed śmiercią i nigdy tam się nie znajdzie. Także wszystkie matki, ciotki i mężczyźni możecie sobie schować (wiecie, gdzie) swoje argumenty o tym, jak to przesadzam, muszę inaczej do tego podchodzić, albo wręcz powinnam to po prostu robić, ze względu chociażby ma płeć, z jaką przyszło mi żyć (wszystkie powyższe niestety z życia wzięte).

Nie. Jedynym moim celem w tym zakresie jest bycie szczerą ze samą sobą, nie zdobywanie doświadczenia w tej materii, nie pokonywanie swoich własnych granic. Tak mądrze zaoszczędzoną energię wolę przeznaczyć na zajęcia, które docelowo pomogą mi osiągnąć sprzątaniową Nirvanę w postaci pomocy domowej. Dobroć i wielkoduszność przejawiająca się w poświęcaniu swojego czasu energii na upiększanie mojego domu, będę cenić ponad wszystko.

Tak, osoby nam sprzątające (okej, Wam, komuś, mi jeszcze nie, ale kiedyś) domy, to prawdziwe skarby, których wartości niestety większość nie dostrzega. Praca za biurkiem w excelu daje moralną wyższość nad osobą, dzięki której bez obrzydzenia można korzystać z własnej łazienki? Może to kwestia wykształcenia? Albo urodzenia? Jakakolwiek chora myśl tego typu występuje w czyjejś głowie, mam nadzieję, że nie zakiełkuje na dobre.

Podziwiajmy i szanujmy każdą osobę, dzięki której nasze życie jest przyjemniejsze i lepsze, która potrafi coś, czego my nie chcemy się nawet nauczyć. Nieważne, czy jest to sprzątanie, wymiana oleju w aucie, rozliczenie PIT-u czy kardiochirurgia. Szacunek. Wdzięczność. Tylko gdy te uczucia prawdziwie poznamy i będziemy nimi pomagające nam w codziennych trudach osoby obdarzać, dopiero wtedy zasłużymy na ich wsparcie.

To rzekłszy i uspokoiwszy się trochę przez tych kilka akapitów, wracam do swoich obowiązków. Narzędzie szatana idzie wkrótce do schowka, chwała panu (a raczej pani, czyli mnie).

Wero

 
 
 

Komentarze


werozel.jpeg

Dzięki, że tu jesteś!

  • Instagram
  • Twitter
  • Pinterest
bottom of page