Lubię się uzewnętrzniać?
- Wero Zel

- 12 sty 2023
- 3 minut(y) czytania
Czasami pada takie pytanie. Najczęściej od partnera, często gdzieś w internecie. Dotyczy ono bloga, lecz najczęściej wpisów na grupie patronów mojego radia, Które to wpisy są nie raz nie dwa cytowane na antenie. Odpowiem krótko: ani lubię, ani nie lubię. Chcecie dłuższej odpowiedzi? Czytajcie dalej. Skoro już i tak się zainteresowaliście moim uzewnętrznianiem się.

Jestem introwertyczką. Owszem. I to bardzo. Wiele spraw trzymam w sobie, wielu emocjom nie daje ujścia, o większości poruszających mnie tematów z nikim nie rozmawiam. Czasami dlatego, że nie potrafię. Czasami dlatego, że nie mam z kim. Czasami po prostu wiem, że wywołałabym żywą dyskusję, po której zostałabym oceniona jako ta wieczna podburzająca. A czasami po prostu mam to gdzieś.
Jednak od jakiegoś czasu, nie dość, że tegoż bloga prowadzę, to jeszcze właśnie to cholerne radio. To ono jest prapowodem moich wynurzeń na tle różnym, jakości wątpliwej. To właśnie tam, wśród wspierającej się nawzajem, niekoniecznie jednomyślnej grupy patronów, odnalazłam swój głos i po raz pierwszy w życiu poczułam się usłyszana. A właśnie. To jest jeden z ważniejszy powodów milczenia - bo i tak nikt nie słucha.
Nie ma co ukrywać, że każdy z nas chce być usłyszany. Każdy chce być doceniony za to, co osiągnie, i utulony w chwili słabości. Każdy. Jestem tego pewna jak faktu, że co rano słońce nas wita. Czy chcemy to przyznać, czy też nie, nawet pławiąc się w autodestrukcji i apatii, chcemy miłości i zrozumienia. Latami byłam wycofana, daleko od wszystkich, psychicznie i fizycznie. Dotyk nawet znanej, lecz niezbyt bliskiej mi osoby, parzył. A teraz? Na antenie mojego radia cytują moją wypowiedź o moim stanie psychicznym i moich próbach samobójczych. MÓJ PRZEKAZ.
Odnalazłam siłę, przełamałam wstyd, polubiłam się ze swoim przekazem i go po prostu używam. W końcu jakieś doświadczenia, a może nawet i mini mądrości, mam na swoim koncie. W końcu mam pewną łatwość mówienia o rzeczach trudnych, bo jestem z nimi zaznajomiona, bo nie robią na mnie aż takiego wrażenia, bo mnie wkurza tabu. Dlatego swojego głosu używam.
Nie twierdzę, że wprowadzam wielkie zmiany, że jestem głosem milionów. Jestem głosem siebie samej. A skoro ja tak czuję, to musi ktoś jeszcze czuć tak samo. Taka wyjątkowa aż nie jestem. Otrzymuję od Was i od innych nich wiadomości z podziękowaniami, za zabranie głosu w kwestiach, które poruszają, dotyczą, a o których nie każdy chce mówić. A także które czasem się po prostu w debacie nie pojawiają. To daje mi poczucie, że mój głos jest ważny.
Dziś tak wiele oceniamy poprzez liczby. Ile followersów, ile lajków, ile komentarzy. Jeśli masz tego dużo, to jesteś coś wart/a. Ba! Dopiero wtedy masz prawo głosu. Lecz ja głęboko wierzę w siłę i przede wszystkim znaczenie każdego jednego małego naszego prywatnego głosu. Jeśli mogę go dać choć jednej osobie, to o jedną więcej, niż mogłabym marzyć pół roku temu.
Właśnie dlatego się uzewnętrzniam. Bo mogę być głosem dla tych, co nie chcą o pewnych rzeczach mówić. Bo może akurat zainspiruję jedną osobę do przemyślenia jakiejś kwestii. Bo jestem częścią wspaniałego radia, które nie tylko daje nam głos, ale go uważnie słucha i rzeczywiście działa - tworzy audycje, drąży temat, rozmawia z ekspertami.
Ja. Taka sobie o Weronika z Pszczyny. Taki przeciętny sobie nikt. Ze swoimi małymi dużymi problemami, ani wyjątkowymi, ani rzadkimi. Niestety dla wszystkich, co przeżywają to samo. A jednak potrafię coś zmienić. Komuś pomóc. Kogoś wesprzeć. Kogoś zainspirować. Jeśli ja mogę, to cholera jasna serio każdy może. Nie każdy musi, ale każdy może zrobić coś więcej po prostu dla siebie. I każdy na to zasługuje.
Wero ✌️
Specjalne podziękowania dla Radia Nowy Świat i OZetu za stworzenie cudownej społeczności i za przyjęcie mnie w niej oraz dla redaktorki Ksenii Maćczak, która prawdziwie słucha i której prawdziwie zależy.









Komentarze